Reportaż Tony'ego Belasa z Polski odnośnie spotkanie Daystate'a z Kolterem, pokazującym dobrą inicjatywę w popularyzowaniu produktu.
Firma ma własną internetową telewizję (Kolter TV). Na początku wizyty zostałem zabrany do studia, gdzie spotkałem dwóch techników, Aleksandra i Michała, którzy prowadzą stację. Muszę przyznać, że jestem niesamowicie zazdrosny o tę instytucję. Śmiałych decyzji zarządu wymaga alokacja funduszy, która pozwala prowadzić takie przedsięwzięcie. Przekracza ono zarówno nasze możliwości, jak i możliwości jakiejkolwiek firmy produkującej wiatrówki w Wielkiej Brytanii. Byłem zatem bardzo zainteresowany sprawdzeniem, jak to funkcjonuje. Po przyjeździe jednak zostałem wyposażony w mikrofon przypięty do mojej koszuli i wepchnięty przed kamerę do improwizowanego wywiadu. Planowałem być po drugiej stronie kamery, ale cóż.
Promowanie ich artykułów
Kolter TV można obejrzeć pod adresem kolter.tv. Wyszukując frazę „Daystate” znajdujemy Wojciecha demonstrującego X2. Dalsze poszukiwania pokażą sobowtóra Jamesa Bonda, a nawet modelkę Martę promującą artykuły.
Następną cześcią wizyty była wyprawa do obszernego magazynu w innej części miasta. Stąd firma wysyła codziennie wiele tuzinów paczek, które trafiają do sklepów i indywidualnych klientów w całym kraju.
W serwisie znajduje się mała strzelnica, gdzie każda wiatrówka trafia przed wysyłką. Podstawowym produktem Koltera jest chińska wiatrówka Lion, a tych podczas mojej wizyty przetestowano całą masę. Chińczycy robią więcej wiatrówek, niż jakikolwiek inny producent. Często słyszałem o rozmiarach ich produkcji, jednak zastanawiałem się, gdzie są sprzedawane. Teraz mam większe zrozumienie. Ilość, którą firma testowała i wysyłała jest z pewnością imponująca.
Na popołudnie zaplanowano specjalny posiłek. Wcześniej próbowałem już polskiego grzanego piwa, a teraz zostałem zabrany do restauracji, aby spróbować potrawy, która, jak sądzę, nazywa się „pieczonka” i jest rodzajem gulaszu duszonego cały dzień w żelaznym kotle. Smakuje pysznie, niestety nie mogę znaleźć w internecie żadnych informacji na jej temat.
Następnego dnia, przed powrotem na lotnisko, zaplanowana została wycieczka do Krakowa. Miasto jest stare, ze wspaniałymi budynkami i interesującymi sklepami. Chciałem przywieźć rodzinie jakieś pamiątki, co okazało się to bardzo łatwe i w dobrych cenach. Znów każdy, kogo spotkałem, był miły i szczery.
Ogólnie Polska okazała się być objawieniem. Mimo, że nie była tak egzotyczna, jak niektóre europejskie kraje, to ludzie, których spotkałem podczas mojej krótkiej wizyty, umieli to zrekompensować. Polska scena wiatrówkowa nie dorównuje jeszcze angielskiej, jednak jest na poziomie zbliżonym do europejskiego, a z czasem może stać się bardzo znaczącym rynkiem.
Jednym z przyjemniejszych aspektów bycia zaangażowanym w przemysł są podróże zagraniczne, na które udaję się, aby zobaczyć obcą scenę wiatrówkową. Tym razem miałem odwiedzić polskiego importera Daystate'a – firmę Kolter. Poznałem ich blisko 5 lat temu, kiedy odwiedzili nasze stoisko na targach IWA. W tamtym okresie mieliśmy więcej zapytań z Polski, niż byśmy wiedzieli, co z nimi zrobić, a wszystkie dotyczyły wyłączności na dystrybucję. Tak więc musieliśmy zdecydować, kto byłby dla nas najlepszy.
Przy wyborze importera nie tylko wielkość ma znaczenie. Czasem mniejszy, rozwijający się sprzedawca jest lepszym wyborem, ponieważ może zainwestować czas w naukę. W dodatku twój towar nie zniknie pośród tysięcy podobnych przedmiotów. Ostatecznie wybraliśmy Koltera, który, jak się okazało, od czasu naszego pierwszego spotkania podwoił swój obrót i zwiększył ilość pracowników z 13 do 50. Zatrudnili nawet specjalistę od języka angielskiego (Wojciech Kuberski), aby zajmował się naszymi oraz innymi brytyjskimi sprawami.
Przy użyciu współczesnej technologii kontakt z zamorskimi przedstawicielami nie jest takim problemem, jak kiedyś. Dla przykładu w moim biurze znajduje się wideołącze, które pozwala mi na kontakt twarzą w twarz z kimkolwiek na całym świecie. Z taką samą łatwością mogę rozmawiać z przedstawicielami w Polsce, jak z serwisem na końcu budynku. Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu rozmowy telefoniczne były opóźnione w czasie i niewyraźne. Co nie zmienia faktu, że brakuje ważnych osobistych dyskusji tak więc po blisko sześciu miesiącach od ostatniego spotkania nadszedł czas na moją pierwszą podróż do Polski.
Za ile?
Lot do Polski to tylko jednodniowe przedsięwzięcie. Załatwiłem trzydniowy powrót za jedynie 25$ w linii EasyJet. Na lotnisku zostałem przywitamy przez Wojciecha i jego kolegę Marcina, który również pracuje w Kolterze. Jechaliśmy BMW Marcina. Najwyraźniej Polacy preferują samochody niemieckie, ponieważ wszędzie je widać. Przyznaję, że oczekiwałem samochodów takich jak Łada i im podobnych, jednak okazało się, że w tej kwestii jest tu tak jak w każdym innym europejskim mieście. Krajobraz również przywołał wspomnienia, jest bardzo brytyjski, jednak trochę bardziej przestronny. Pierwsza część dwugodzinnej podróży minęła na stałych przeprosinach odnośnie stanu dróg, jednak dla mnie nie wyglądały tak źle, nie różniły się zbytnio od naszych.
Domy według mnie wyglądały dość niemiecko, jednak bardziej przestronnie, nic nie było upchane. Największe wrażenie zrobili na mnie ludzie. Srawiali wrażenie bardziej świadomych otoczenia i innych osób, i kiedy się z nimi rozmawiało, otrzymywało się natychmiastową odpowiedź.
Debiut telewizyjny
Nastepnego dnia zostałem zabrany z hotelu i przywieziony do siedziby Koltera niedaleko centrum, aby spotkać sie z szefem - Mirosławem Klekotem, inteligentnym i sympatycznym indywidualiście z szybkim rozumem i jeszcze szybszym poczuciem humoru. Mirosław wie, czego oczekuje od swojego przedsiębiorstwa i od swoich ludzi, jednak zostawia im przestrzeń, aby sami to wypracowali.
Artykuł przetłumaczony z czasopisma Shooting Sports styczeń 2009